Zapraszamy na Forum Forum
Marek Jarząbek
Ignacy Zygadło
Bartuś Kruczek
Daniel Jędrychowski
Kinga Liliana Wysocka
Paulina Kaźmierczak
Zosia Kostecka
Błażej Borowik
Antosia Kowalczyk
Antosia Zmysłowska
Maciek Sapała
Mateusz Chrobak
Marek Jarząbek
Julia Solecka
Maciej Baran
Mateuszek Rynduch
Oliwierek Hinz
Grzegorz Mamoń
Łukasz Kosiorek
Marcel Kuźniak
Wiktoria Dudel
Maksymilian Grzegorczyk
Kryspinek Janiak
Anna Zięba
Filip Jugowiec
Gosia Siedlarz
 

 


  

W czerwcu 2003 roku, kiedy urodził się Mareczek zmieniło się całe nasze życie.

Nic nie wskazywało na to, że urodzi się z wrodzoną wadą serca, żadne z 9 badań usg nie pokazało nieprawidłowości w budowie serduszka naszego drugiego dziecka. Julia, nasza córeczka nie mogła doczekać się narodzin braciszka. 22 czerwca to była niedziela, o 6:15 zaszczycił nas swą obecnością nasz synek, Marek. Cały poród przebiegł książkowo. Trwał 15 minut, a Marek urodził się z wagą 3,5 kg i długi na 56 cm. Byliśmy tacy dumni i szczęśliwi. Szczęście trwało 20 minut....

Marek podczas karmienia piersią zsiniał i zasnął. Położna włożyła go do namiotu tlenowego sugerując nam, że niedotlenienie wynika z faktu, że Marek owinięty był pępowiną wokół szyi. Po godzinie jego stan zaczął się pogarszać, zabrali Go na badania, a mi kazali odpoczywać, wtedy jeszcze nikt nie podejrzewał, jak bardzo zagrożone jest zdrowie i życie Mareczka. Leżał na intensywnej terapii noworodka i czekał. Poniedziałkowy ranek przyniósł nam kolejne złe nowiny, sylwetka serca powiększona, w płucach zmiany zapalne, ogólna kwasica organizmu. Wtedy te nazwy nic nam nie mówiły, ale lekarze powiedzieli, że stan nie jest dobry i może być różnie, czekaliśmy na konsultacje kardiologiczną. Po 20 przyjechała pani dr Kukawczyńska i po badaniu USG kazała podłączyć Marka do Prostinu, informując nas, że Marek ma jedną z najcięższych wad serca pod postacią HLHS. W skrócie wyjaśniła nam, że nasz syn nie ma połowy serca!!!

Oddałam szybko krew na krzyżówkę, a Mareczek pojechał na sygnale do innego szpitala na oddział kardiochirurgi. Tam ustabilizowano stan naszego dziecka i w środę helikopterem poleciał z Wrocławia do Krakowa. Dopiero w Prokocimiu zobaczyłam, że dzieci z HLHS-em mogą normalnie żyć, biegać, grać w piłkę i jeździć na rowerze. Wiedzieliśmy, że leczenie polega na 3 operacjach na otwartym sercu oraz to, że podczas tych operacji mogą wystąpić komplikacje.

Pierwszą z trzech operacji Marek miał wykonaną w 12 dobie życia przez Prof. Edwarda Malca i Jego zespół. Wszystko przebiegło bez powikłań i 25 lipca mogliśmy wrócić do domu. Julia była przeszczęśliwa, nareszcie mogła zobaczyć swojego braciszka. Czas spędzony w domu staraliśmy się spędzić nie myśląc o szpitalu i chorobie. Ale już po tygodniu pojawiło się krwawienie z przewodu pokarmowego i Marek znów był w szpitalu. Na szczęście okazało się, że to tylko alergia pokarmowa i wystarczyło zmienić mleko na nutramigen. W październiku, po kolejnej kontroli u dr Kordona ustalono nam termin drugiej operacji na 12 grudnia. Jednak Mareczek nie wytrzymał, jego stan raptownie się pogorszył i 27 listopada przeszedł kolejny etap leczenia. Tym razem jednak pojawiły się komplikacje pod postacią obustronnego porażenia przepony. W związku z tym Marek przeszedł 2 kolejne operacje mające na celu usprawnienie działania przepony. Mając pół roku nasz synek był już po 4 operacjach. Tym razem pobyt w Krakowie trwał prawie trzy miesiące. Po powrocie do domu Marek często chorował na infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych i niestety każda taka infekcja kończyła się zapaleniem płuc leczonym na oddziale szpitalnym, doustne antybiotyki nie działały na Marka. Nasz synek miał obniżoną odporność, ale poza tym rozwijał się całkiem dobrze. Ładnie przybierał na wadze, rósł i uwielbiał psocić. Po 2 urodzinach wyznaczono termin 3 operacji na wrzesień 2005 roku, wcześniej w czerwcu przeprowadzono cewnikowanie serca. Obie operacje przebiegły bez żadnych powikłań. Potem było już spokojniej, w wieku 3,5 lat Marek przeszedł w Krakowie operację usunięcia przepukliny pachwinowej i wodniaka jąderka. Rok później przegryzł sobie język tak niefortunnie, że musiał mieć go szytego w kolejnym znieczuleniu ogólnym, to było już 8.

Tak wygląda historia medyczna Mareczka. Pomijając bardzo liczne pobyty w szpitalach (łącznie było ich ponad 20 ) Marek miał szczęśliwe, fajne i przede wszystkim normalne dzieciństwo. Przed 4 urodzinami poszedł do przedszkola, szybko zaprzyjaźnił się z dziećmi, dobrze czuł się w ich towarzystwie i z radością chodził do przedszkola. Za pół roku skończy 7 lat.  We wrześniu poszedł do pierwszej klasy. Jest rok młodszy od swoich kolegów, ale czuje się w szkole jak ryba w wodzie. Uczęszcza na kółko teatralne, zajęcia z pantomimy i od niedawna śpiewa w chórze. Jest ambitny, uparty i potrafi walczyć o swoje, w końcu wywalczył swoje życie i to nie raz.

Po ostatniej kontroli u dr Kordona okazało się, że musi mieć zrobiony jeszcze jeden zabieg, trzeba przeprowadzić zamknięcie fenestracji. Bardzo byśmy chcieli, aby to prof. Malec przeprowadził ten zabieg, w końcu to On zna naszego synka najlepiej. Dlatego zwracamy się z prośba do ludzi dobrego serca o wsparcie finansowe, abyśmy mogli sfinansować operacje w Monachium. Wierzymy w to, że nasz synek będzie mógł nadal się bawić, śmiać i uczyć.

Barbara i Marcin Jarząbek

  Wpłat na rzecz Mareczka prosimy dokonywać na rachunek:

  86 1600 1101 0003 0502 1175 2150 z dopiskiem "Marek Jarząbek"
  Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: ppabplpk

  Dziękujemy!

Drukuj